W pierwszej połowie emocje były tylko do 20 minuty, później z boiska wiało nudą. Dwie dogodne sytuacje do zdobycia bramki stworzyli sobie gospodarze, jednak ani Marcin Janus ani Adrian Mierzejewski nie potrafili pokonać Szmatuły. Lubinianie natomiast ograniczali się do kontrataków, jednak atakując zbyt małą ilością graczy nie potrafili zagrozić bramce Wisły.
Dużo ciekawiej było w drugiej części meczu. Jako pierwsi do głosu doszli piłkarze Zagłębia. Tuż po wznowieniu gdy mocnym strzałem na bramkę Wierzchowskiego popisał się Łobodziński, jednak nie potrafił pokonać golkipera Wisły. Później zarysowała się niewielka przewaga gospodarzy, która w 60 minucie została przypieczętowana bramką. W polu karnym Zagłębia piłka trafiła do Jelenia i gdy ten już się składał do strzału był nieprzepisowo powstrzymywany przez Alunderisa, za co arbiter podyktował rzut karny. Pewnym egzekutorem okazał się Mamija Dżikija.
Po stracie bramki lubinianie odważniej ruszyli do przodu, jednak w żaden sposób nie potrafili sforsować zmasowanej obrony gospodarzy. Płocczanie zaś usatysfakcjonowani prowadzeniem cofnęli się pod własną bramkę i teraz oni czekali na okazję do kontrataku i zdobycie drugiej bramki. Niewiele brakowało aby w 70 minucie sztuka ta im się udała po tym jak Klimek wrzucił piłkę za plecy obrońców Zagłębia dopadł do niej Colaković i w sytuacji sam na sam z Szmatułą posłał piłkę obok bramki.
Losy meczu rozstrzygnęły się w 86 minucie kiedy to szarżującego w polu karnym Wisły Zbigniewa Murdzę w bezpardonowy sposób powstrzymywał Pekovic a sędziemu nie pozostało nic innego jak podyktować rzut karny, którego pewnym egzekutorem okazał się kapitan lubinian Andrzej Szczypkowski.
Drażen BeszekPrzyjechaliśmy zrobić wynik, który dałby nam szanse awansu do następnej rundy. Remis bramkowy jest lepszy niż bezbramkowy. Wisła miała przewagę, a my mieliśmy kilka dobrych okazji. Wykorzystaliśmy jedną. Jestem bardzo zadowolony z wyniku.
Mirosław JabłońskiPozostaje nam rewanż w Lubinie i walka o awans. Przeciwnik, grając w pucharze, przyjeżdża głównie po to, żeby nie stracić gola. Co z tego, że udało nam się zdobyć bramkę, kiedy łatwo oddaliśmy prowadzenie. Nigdy nie piałem z zachwytu nad pierwszymi meczami w tej rundzie. Zespół dopiero się dociera. Dokuczają nam kłopoty z komunikacją między obroną i pomocą. Po drugie, szwankuje gra z przodu. Innym tematem jest presja trybun, niektóre osoby nam nie pomagają. Publiczność jest nauczona, że gra w piłkę polega na długim podaniu w pole karne i koniec. A tak grać nie można. Piłka już nie polega na tym, żeby kopnąć ją i biec.